Leofoto G4 – recenzuje Jędrzej Sokołowski

Leofoto G4 – recenzuje Jędrzej Sokołowski

Pracując jako fotograf, często korzystam ze statywu. W pracy wykorzystuję karbonowe modele Gitzo w połączeniu z głowicami i akcesoriami: Arca Swiss, Really Right Stuff i Sunwayfoto. Od zeszłego roku z zaciekawieniem i satysfakcją sprawdzam, jak na ich tle wypadają produkty wchodzącej na polski rynek chińskiej marki Leofoto. Po dobrych doświadczeniach z lekką, małą i uniwersalną głowicą kulową LH-36 dołączoną do statywu LQ-284C, chętnie sięgnąłem po specjalistyczną, cięższą, precyzyjną G4. Podczas zdjęć stosuję dwa rodzaje głowic w zależności od rodzaju zdjęć: w przypadku sesji portretowych używam przeważnie głowicy kulowej, która pozwala pracować szybko i intuicyjnie, podczas zleceń wymagających precyzji wykorzystuję natomiast głowicę przekładniową, umożliwiającą precyzyjne kadrowanie. Wybrałem do testów model G4, ponieważ od dłuższego czasu szukam idealnego sprzętu do dokumentacji architektury i dzieł sztuki. W tych dziedzinach fotografii nie ma nic lepszego niż głowica mikrometryczna. Jaka powinna być idealna głowica tego typu? Istotny jest dla mnie odpowiedni balans pomiędzy (kolejność przypadkowa): masą, ceną, sztywnością i łatwością obsługi.

Leofoto

Geared head

Głowica mikrometryczna, głowica samohamująca, głowica z przekładnią zębatą to różne określenia na urządzenie tego samego typu. Pozwala ono na precyzyjną regulację kąta położenia aparatu za pomocą pokręteł. Położenie kamery jest na stałe zablokowane i bez konieczności zwalniania blokady możemy wykonać minimalną, precyzyjną korektę. Płaszczyzny ruchu są oczywiście od siebie niezależne (pochylenie, zadarcie oraz przekrzywienie). Głowice mikrometryczne kojarzą się z dużymi i ciężkimi modelami Manfrotto takimi jak: 410 (waga 1,22 kg, cena ok. 1100 zł) czy większa 405 (waga 1,6 kg, cena ok. 2450 zł). Skrajnym przykładem dedykowanym do pracy w studio z aparatami wielkoformatowymi może być model 400 (waga 2,6 kg, cena ok. 3400 zł). Znacznie lżejsze i precyzyjniejsze głowice takie jak Arca Swiss C1 Cube (0,92 kg, cena ok. 1900 euro!) czy D4 (0,9 kg, cena ok. 1100 euro) są bardzo drogie. Wspomniałem o tych kilku modelach, żeby przedstawić punkt odniesienia konieczny do oceny testowanej Leofoto G4. Nawet na tym małym wycinku oferty rynkowej widzimy, że projektowanie sprzętu tego typu zawsze jest pewnym kompromisem. W dużym uproszczeniu: jeśli sprzęt ma być lekki, to musi być drogi, jeśli ma być tańszy – będzie również cięższy. A czy tańszy i lżejszy będzie mniej precyzyjny? Sprawdźmy. Leofoto G4 jest relatywnie lekka (680g), dość poręczna (wysokość 102 mm, podstawa 60 mm, szerokość  115 mm) i równocześnie rozsądnie wyceniona przez producenta (niecałe 2500 zł). Oczywiście nie jest to tania głowica, ale biorąc pod uwagę jej możliwości (m.in. deklarowany udźwig 20 kg) i ceny modeli konkurencyjnych wspomniane powyżej, warto przyjrzeć się tej propozycji.

Leofoto

Leofoto G4

G4 nie tylko z nazwy przypomina model D4 produkowany przez Arca Swiss. Jest to właściwie kopia tej uznanej szwajcarskiej głowicy. Konstrukcyjnie do obu bardzo zbliżona jest również GH-PRO marki Sunwayfoto. Wszystkie te produkty łączą w sobie możliwość precyzyjnej regulacji z opcją szybkiej zmiany położenia aparatu po zwolnieniu blokady.

Wygląd, wykończenie i precyzja wykonania głowicy są znakomite. G4 jest ładna i dobrze zaprojektowana. Zastosowano materiały wysokiej jakości i mamy wrażenie obcowania z produktem z najwyższej półki. Wszystkie zewnętrzne części wykonano z aluminium, a wewnętrzny mechanizm z mosiądzu i stali. Z mosiądzu zrobione jest również gniazdo statywowe 3/8”. Każdy element metalowy został tak obrobiony, aby zmniejszyć jego wagę. Skale pokazujące kąt obrotu i pochylenia są czytelne i estetyczne. W górnej części umieszono małą poziomice, która w większości sytuacji będzie zasłonięta przez zamontowany aparat. Mogłaby być również większa i dokładniejsza. Pewnym zaskoczeniem było dla mnie to, że producent nie dołącza w zestawie pokrowca, który dostajemy np. w dwa razy tańszym modelu G2. Podobnie jak w innych głowicach Leofoto w komplecie otrzymujemy dedykowaną szybkozłączką, oczywiście w standardzie Arca Swiss.

Obsługa

Ergonomia Leofoto D4 jest bardzo dobra. Masywne, metalowe pokrętła z drobnymi wyżłobieniami, które mają zapobiegać poślizgowi palców, rozmieszczone są intuicyjnie. Służą one do ruchów mikrometrycznych. Gałka skierowana w naszą stronę pochyla i zadziera aparat (+90 stopni, -50 stopni), druga umieszczona z lewej strony pozwala wyrównywać horyzont (+/- 45 stopni). Warto zwrócić uwagę, że tą drugą odruchowo obsługujemy lewą ręką. W pierwszej chwili uznałem to za wadę, zakładając, że wygodniej będzie obiema gałkami manipulować prawą ręką. Po dłuższym użytkowaniu głowicy przyzwyczaiłem się jednak do takiego rozmieszczenia, zwłaszcza, że dzięki temu prawa ręka pozostaje wolna i można nią równocześnie obsługiwać aparat. Dźwignie w kształcie łezki służą natomiast do zwalniania blokady i po ich przesunięciu możemy szybko zmienić położenie aparatu. Należy oczywiście pamiętać, żeby przed zwolnieniem blokady chwycić aparat drugą ręką. Zdarzyło mi się przypadkowo popchnąć dźwignię i aparat niespodziewanie opadł do przodu pod ciężarem dużego obiektywu. Leofoto G4 oferuje duży zakres ruchów, ale trzeba pamiętać, że są one ograniczone i np. ustawienie aparatu w pionie wymaga zmiany orientacji całej głowicy. Myślę jednak, że dla fotografów, którym dedykowany jest ten model, nie jest to wada, bo korzystają oni z szybkozłączek typu l-bracket.

Możliwość obrotu (panoramowania) znajdziemy w dwóch miejscach: w podstawie głowicy i w górnej części bezpośrednio w uchwycie szybkozłączki. Ta druga opcja pozwala panoramować już wypoziomowanym aparatem. Dźwignie służące do odblokowywania tych ruchów są nieduże, ale bardzo wygodne. Trzyma się je pewnie, możliwe jest dowolne ich ustawienie i odróżniają się od pozostałych pokręteł. Warto tu zauważyć, że ruch panoramujący nie jest mikrometryczny. Dzięki temu podstawa i zwieńczenie głowicy są lekkie i niedużych rozmiarów, ale szkoda, że w ofercie Leofoto nie ma opcjonalnej wersji G4 z górnym obrotem mikrometrycznym.

Opisywaną głowicę testowałem z mniejszymi i większymi statywami i aparatami. Jej największą zaletą jest niska masa. Pozwala ona na wygodną pracę w połączeniu nie tylko z dużymi i ciężkimi statywami. Przykręcona do statywu ważącego ok. 1,5-2 kg nie przeważa np. podczas przenoszenia i jej masa nie wpływa znacząco na wagę całego zestawu. W moich zastosowania idealnie komponowała się z najwyższym statywem Leofoto, czyli modelem LM-324CL ważącym ok. 1,8 kg.

Sztywność

Niska waga jest zapewne odpowiedzialna za jedyną wadę modelu G4, czyli nie najwyższą sztywność. Podczas fotografowania standardowym zestawem małoobrazkowym nie zauważymy luzów realnie wpływających na naszą pracę. Wszystkie blokady są precyzyjne, nie ma konieczności korygowania ustawień po zablokowaniu dźwigni.

Producent deklaruje, że G4 ma udźwig aż 20 kg, ale należy pamiętać, że wiele zależy nie tylko od wagi aparatu, ale również od zakresu ruchu głowicy, który chcemy wykorzystać. Postanowiłem więc zamontować wielkoformatowy aparat Sinara X. Przy takiej masie, gabarytach i dźwigni wyraźnie odczuwalny staje się brak sztywności. Pochylenie aparatu do ok. 20 stopni nie stanowi problemu, ale przekroczenie tej wartości, np. aby skierować obiektyw na podłoże, wymaga włożenia dużej siły w kręcenie pokrętłem, aby ponownie podnieść kamerę do poziomu. Przy typowej dla fotografowania takim aparatem czynności, jaką jest wkładanie kasety 4×5 cala, wyraźnie odczuwalne jest drżenie. Oczywiście zamontowanie (zwłaszcza w trzeciej dekadzie XXI wieku) wielkoformatowego aparatu na głowicy ważącej ok. 600 g to test ekstremalny, ale zapewne podobne obserwacje miałbym po podłączeniu lustrzanki z obiektywem 600 mm. Brak sztywności wynika najprawdopodobniej z wąskiego przekroju łącznika zastosowanego pomiędzy głównym korpusem głowicy, a górnym mocowaniem oraz konstrukcji samego mechanizmu zębatego. Należy zatem zadać retoryczne pytanie: czy przy tych rozmiarach, masie i wygodzie użytkowania da się osiągnąć większą sztywność? I czy fotografując architekturę aparatem nieważącym więcej niż 4 kg, potrzebujemy mocniejszej głowicy?

Podsumowanie

W standardowej pracy fotografa architektury, wnętrz czy krajobrazu Leofoto G4 sprawdzi się bardzo dobrze, ponieważ sztywność głowicy będzie wystarczająca. Natomiast jej niska masa, wygoda użytkowania i wszechstronność są zdecydowanie warte jej ceny. Prawie 2500 zł to zapewne wysoka kwota dla większości fotografujących. To często więcej niż płacimy za dobrej jakości statyw z dołączoną głowicą kulową. Mimo to uważam, że stosunek jakości opisywanej głowicy do jej ceny jest bardzo dobry.

Language