Leofoto LS-365C, LS-365CEX, PG-1 – recenzuje Michał Kotarbiński

Leofoto LS-365C, LS-365CEX, PG-1 – recenzuje Michał Kotarbiński

Sztos

Właściwie tym słowem  można by było zakończyć opis zestawu LS-365C+PG-1. Ale nie ma tak łatwo – musicie przeczytać tych kilka zdań aby dowiedzieć się co skłoniło mnie do tego jednowyrazowego podsumowania.

Krótko o LEOFOTO

Leofoto to azjatycka firma, która produkuje naprawdę dobrej jakości sprzęt fotograficzny. Stawiają na korzystanie z przemyślanych i sprawdzonych rozwiązań, połączonych z wykorzystaniem nowoczesnych materiałów i co najważniejsze – na wysoką jakością produktów. Zdecydowanie nie jest to marka budżetowa – choć wciąż jest tańsza od np Gitzo, Wimberley, a w wielu przypadkach nawet od 3LT lub Manfrotto. Na szczęście wszyscy  przecież wiemy, że aby było naprawdę świetnie to nie może być super tanio – zwłaszcza w świecie fotografii. Za jakością idzie cena.

Ze swojej strony mogę zachęcić do sprawdzenia całej gamy produktów Leofoto – bo oprócz świetnych statywów i głowic mają w ofercie dużą ilość przydatnych akcesoriów. 

LS-365C+PG-1

Dość skomplikowana i trudna jest do zapamiętania nazwa zestawu, który jest bohaterem tego tekstu. Z tej przyczyny postaram się ją dla was nieco rozszyfrować oraz przybliżyć najważniejsze cechy tego zestawu.

Całość zestawu dedykowana jest dla fotografów przyrody. Świadczy o tym choćby maskowanie, o którym napiszę nieco później, jak i konfiguracja zestawu: bezkolumnowy statyw wraz z głowicą gimbalową bezsprzecznie stanowią wsztstko to, czego oczekują ludzie spędzający długie godziny w terenie, polując z aparatem na dzikie ptactwo i zwierzęta.

Zestaw

Całość przychodzi w klasycznym, niezbyt wielkim kartonie opatrzonym logo firmy wraz z opisem modelu. W środku znajdziemy dobrze wykonany futerał transportowy, który służy do bezpiecznego przechowywania i transportowania statywu i głowicy wraz dołączonymi akcesoriami.

Akcesoria dołączone do zestawu to zestaw kolców, imbusy, płyta w systemie arca swiss.

Głowica PG-1

Pierwszym, a zarazem jednym z najważniejszych elementów widocznym po otwarciu futerału jest głowica. Zarówno głowica jak i statyw również są pokryte maskowaniem dzięki czemu nie będą się rzucać w oczy podczas pracy w terenie. 

Głowica jest bardzo lekka (1kg) a zawdzięcza to w dużej mierze swojej ażurowej konstrukcji oraz materiałom z których została wykonana (aluminium lotnicze). Obsługa odbywa się za pomocą dwóch dużych i precyzyjnie działających pokręteł obsługujących obrót w osiach pan i tilt. Ponieważ jest to głowica dedykowana dla fotografów przyrody, a producent deklaruje 25 kg udźwigu, to bez obaw można na niej zamocować naprawdę ciężki zestaw – obiektyw + aparat. 

Dane techniczne:

  • Wysokość: 255 mm
  • Średnica bazy montażowej: 60 mm
  • Gwint montażowy: 3/8 cala
  • Udźwig: 25 kg
  • Waga: 1 kg
  • Szybkozłączka w systemie Arca Swiss o długości 100mm
  • Gniazda montażowe na gwint ¼ cala umieszczone po bokach głowicy
  • Poziomica
  • Skale ułatwiające ustawienie odpowiedniej wysokości i przesunięcia szybkozłączki
  • głowica dostępna jest też w wersji bez maskowania! 

Statyw LS-365C i LS-365CEX

Największym elementem zestawu, który znajdziemy w futerale jest statyw. Moim zdaniem jest on  najciekawszą propozycją z rodziny statywów Ranger, zwłaszcza, że w 100% jest  pokryty wzorem maskującym. Jest to o tyle ważne dla fotografów przyrody, że nie trzeba zamawiać dodatkowych, niekiedy problematycznych maskowań na statyw. Zawsze miałem z nimi problem, zwłaszcza po tym jak statyw np wylądował w wodzie, to potem one były mokre, brudne, nieprzyjemne w dotyku i zapachu. Przy LS-365C ten problem nie występuje, ponieważ Leofoto zdecydowało się na nałożenie maskowania jako wierzchniej warstwy zarówno dla karbonowych nóg jak i wszystkich elementów zaciskowych czy też gniazda głowicy.

Statyw nie posiada kolumny centralnej, co jest ogromnym plusem dla wszystkich tych, którzy fotografują leżąc. Sami wiecie, że ciągle wykładanie i wkładanie kolumny centralnej bywa problematyczne i zajmuje cenny czas. Dzięki rozwiązaniu w LS-365C znikają problemy związane z koniecznością odkręcenia kolumny centralnej, pilnowania śrubek, złączy itp. itd. Najniższa wysokość umożliwiająca zamontowanie na statywie to 80mm. Druga, skrajna wartość do wysokiego zamontowania to 1520 mm w momencie rozsunięcia wszystkich sekcji w nogach. Tym samym jest to jeden z najwyższych statywów jaki można kupić bez kolumny centralnej. Przy testach zauważyłem, że przy swoich 193 cm wzrostu, po założeniu głowicy PG-1 mogę spokojnie stać wyprostowany i używać dużego teleobiektywu. Trochę poniżej platformy na głowicę znajdziemy kolejne gniazdo do montażu dodatkowych akcesoriów.

Statyw trzeba przyznać wygląda obłędnie, parametry też są świetne – a jak jego użytkowanie i jakość wykonania? Wszystkie zaciski chodzą bardzo płynnie i nie wymagają dużego zakresu ruchu by je odkręcić bądź zakręcić. Nogi wysuwają się bardzo gładko, ale nie wypadają pod swoim ciężarem. Maskowanie jest wykonane precyzyjnie i obejmuje wszystkie elementy zaciskowe, nogi i elementy platformy od głowicy. Całość waży naprawdę niewiele bo 1.77kg.

Dane techniczne:

  • Wysokość minimalna: 80 mm
  • Wysokość maksymalna: 1520 mm
  • Gwint montażowy: 3/8 cala
  • Ilość sekcji: 5
  • Nośność: 20 kg
  • Długość po złożeniu: 480 mm
  • Waga: 1,77 kg
  • Materiał: stop aluminium, włókno węglowe (10 warstwowe)
  • Odpporne na zadrapanie malowanie maskujące

Statyw występuje też w wersji z ruchomą poziomicą kulową, która ułatwia wypoziomowanie platformy na której zamocowana jest głowica – w moim przypadku gimbalowa. Dla mnie możliwość szybkiego ustalenia poziomu w zakresie do 15 stopni jest kluczowa – często w terenie nie ma ani czasu ani miejsca na to by dokładnie wypoziomować głowicę poprzez odpowiednie ustalenie długości wszystkich nóg statywu. Wersja z półkulą do poziomowania nosi oznaczenie LS-365CEX a przez to, że tą półkulę posiada zmieniają się nieco parametry statywu:

Dane techniczne:

  • Wysokość minimalna: 102 mm
  • Wysokość maksymalna: 1555 mm
  • Gwint montażowy: 3/8 cala
  • Ilość sekcji: 5
  • Nośność: 15 kg
  • Długość po złożeniu: 515 mm
  • Waga: 1,95 kg
  • Materiał: stop aluminium, włókno węglowe (10 warstwowe)
  • Odporne na zadrapanie malowanie maskujące

Jak widać statyw jest minimalnie większy i cięższy jak również ma nieco mniejszą nośność. Jednak te ‘wady’ są niczym w porównaniu do ilości czasu jaki można zaoszczędzić w terenie.

Użytkowanie

Poniżej zamieszczam kategorie poddane ocenie. Są to moje subiektywne odczucia i jedyne co mogę zrobić to postarać się przyrównać je do innych znanych szerzej i dłużej na naszym rynku konstrukcji. 

  • Waga – zdecydowanie jedna z lżejszych propozycji na rynku. 
  • Maskowanie – bezkonkurencyjne
  • Precyzja działania – jak u najlepszych Gitzo, Manfrotto, zdecydowanie lepiej niż w przypadku 3LT czy Benro
  • Stabilność – statyw jest bardzo sztywny i stabilny jak w przypadku topowych modeli od Gitzo, 3LT czy też Benro – jest to bardzo dobry wynik zwłaszcza, że jest to to stosunkowo mała 5 sekcyjna konstrukcja.
  • Łatwość ustawienia balansu na głowicy – dla 2 szkieł, które testowałem z PG-1 nigdy nie zajmowało mi to więcej niż paręnaście sekund. Wszystko chodzi bardzo precyzyjnie i nie wymaga wielkich sił by poruszyć jakieś pokrętło. Zdecydowanie szybciej się wyważa PG-1 niż głowice Benro. Jest tu jak w Gitzo czy Wimberley

Same zalety a czy są jakieś wady?

Ja znalazłem wyłącznie jedną wadę- brak odkręcanej nogi statywowej by stała się monopodem. Uważam, że rozwiązanie które zaprezentowało 3LT jest w swoich profesjonalnych seriach jest najlepsze na rynku. Tutaj też by sprawdziło się idealnie. Czy maskowanie jest takie niezniszczalne. Otóż da radę je lekko wyszczerbić – mi udało się to w momencie kiedy źle oceniłem odległość statywu od wystającego konara i z niezłym impetem w niego uderzyłem. Pojawiło się odprysk farby na długości ok 1-2mm. Uważam to za świetny wynik nie znam statywu, który z takiego uderzenia wyszedłby bez szwanku!

A jeśli nie lubię kamuflażu

Dobra informacja dla tych, którzy chcieliby mieć ten zestaw ale w wersji bez kamuflażu – Leofoto przewidziało taką możliwość i produkuje ten zestaw w ‘klasycznych’ barwach – aluminium i karbonu.

Ponadto obie wersje kolorystyczne statywu występują też w nieco cięższej wersji ale zawierającej za to półkulę do poziomowania. Nie mogę się doczekać aż ta wersja trafi w moje ręce!

Podsumowanie

Sztos. 

Ciężko jest napisać wyczerpujące podsumowanie dla zestawu, w którym znajduje się praktycznie same zalety tak by nie powtarzać wszystkiego co się napisało wcześniej. Aby uniknąć powtórzenia całej dotychczasowej argumentacji postaram się zatem zrobić to bardzo krótko i zwięźle. 

Leofoto Statyw LS-365C i głowica PG-1 to świetny, precyzyjnie wykonany sprzęt do zadań specjalnych. Jakością nie odbiega od droższych konstrukcji uznanych marek a pod wieloma względami jest nawet lepszy. Bez dwóch zdań największym wyróżnikiem jest maskowanie, którego to pozbawiona jest konkurencja. Z czystym sumieniem mogę polecić ten statyw wszystkim tym, którzy potrzebują bezkompromisowego podejścia do tematu ukrywania się w lesie, czatując na zwierzynę jak również wszystkim tym, którzy potrzebują po prostu świetnego statywu z głowicą gimbalową i pamiętają, że cena idzie wraz z jakością.

P.S. Moje wrażenia na zasadzie “long term review”

Ten wpis powstawał znacznie dłużej niż inne a to ze względu na to, że przez pewien czas użytkowałem statywu LS-365C a potem “przesiadłem” się na LS-365CEX. Dlatego mogę trochę napisać o wrażeniach jakie miałem podczas pracy z oboma statywami i ogólnie całym zestawem leofoto. Zestawy są lekkie ale nie najlżejsze na rynku przez co wielogodzinne noszenie dla osoby przyzwyczajonej do dźwigania sprzętu może być dość uciążliwe – na szczęście ja bawię się ”małego tragarza” od lat i taka waga mi kompletnie nie przeszkadza. Doceniam za to ruchomą półkulę – niezależnie, czy rozkładam się na plaży, w lesie czy nad rzeką – wypozycjonowanie głowicy zajmuje sekundę albo dwie. Myślę, że fajnym rozwiązaniem by było jakby jedna z poziomic była fluorescencyjna – tak jak wskazówki w zegarkach – ułatwiłoby to znalezienie właściwego ustawienia jak już zajdzie słońce a niekoniecznie chcemy używać latarki / telefonu. Statyw jest bardzo bardzo stabilny – doceniam to w szczególności z ciężkimi szkłami typu sigma 60600 czy też stałkami – mam pewność, że nic nie zleci na ziemię.

Zwykle na plażę zabieram grounpoda ale mając ten zestaw leofoto specjalnie chciałem sprawdzić jak reaguje w kontakcie z wilgotnym piaskiem, jak zachowują się zakręcane zaciski na nogach, czy się nie blokują itp itd. Jak na razie jedyne co robię po wizycie na plaży to czyszczę pędzelkiem statyw z piasku (mokry piasek całkiem nieźle się klei do wszystkiego ;)) – wszystkie łączenia, gwinty  działają jak pierwszego dnia po wyjęciu z kartonu.

To czego mi brakuje trochę to możliwości odkręcenia jednej nogi i użycia jej jako monopodu – fajny bajer, z którego czasem bym chciał skorzystać a tak muszę nosić osobny monopod lub po prostu używać statywu co np na lotnisku nie jest najwygodniejszym rozwiązaniem.

Czym dłużej korzystam z tego statywu tym bardziej jestem zadowolony. Działa precyzyjnie, nie zacina się, jest wystarczająco lekki, ma maskowanie i efektowny wygląd. Jest on na pewno świetną konkurencją dla sporo droższych Gitzo aczkolwiek sam ma konkurencję w postaci bardzo udanych nowych serii statywów od Benro. To czego inni nie mają – to maskowanie.

Language